Bitwa pod Kircholmem – wielkie zwycięstwo staropolskiej sztuki wojennej

Bitwa pod Kircholmem, rozegrana 27 września 1605 r. na polach w pobliżu Rygi, należy do najbardziej znanych zwycięstw w historii Rzeczypospolitej Obojga Narodów.


Jedną z bezpośrednich przyczyn wojny ze Szwecją w latach 1600-1611 była detronizacja króla Zygmunta III Wazy z tronu szwedzkiego, której dokonał jego stryj i konkurent polityczny Karol Waza, książę Sudermanii (Södermanland) rządzący dotąd w Szwecji jako regent pod nieobecność króla. Zygmunt III nie uznał tego faktu i w odpowiedzi przyłączył północną część Inflant, czyli Estonię jako swoją dziedziczną własność do Rzeczypospolitej. Zobowiązał się do tego kroku już w 1587 r. przed szlachtą wstępując na polski tron i podpisując pacta conventa, jednakże będąc równocześnie następcą tronu szwedzkiego przez lata zwlekał z podjęciem decyzji o inkorporacji chcąc utrzymać dobre relacje ze swoim rodzinnym królestwem.

 
Szerszymi przyczynami konfliktu była kulminacja napięć narastających w regionie od połowy XVI wieku kiedy to słabnące państwo Zakonu Inflanckiego, nie będąc w stanie samodzielnie obronić się przed zagrożeniem płynącym ze strony Szwecji, Danii oraz Moskwy dokonało zbliżenia politycznego z Koroną Polską oraz Wielkim Księstwem Litewskim. W 1566 r. na mocy unii Grodzieńskiej Inflanty formalnie zostały przyłączone do Korony Polskiej oraz Wielkiego Księstwa Litewskiego co spotkało się z kontrreakcją pozostałych regionalnych potęg i ostatecznie podziałem dawnego państwa zakonnego. Chociaż pod kontrolę Rzeczypospolitej dostała się największa część spornego terytorium, Szwecja zajęła Estonię, co stało się osią niezgody między tymi państwami już za rządów Stefana Batorego.


Wybór szwedzkiego królewicza Zygmunta III Wazy na króla Polski i wielkiego księcia Litwy doprowadził, po śmierci jego ojca Jana III Wazy, do połączenia Rzeczypospolitej Obojga Narodów z Królestwem Szwecji unią personalną. To chwilowo złagodziło zatarg, ale nie rozwiązało konfliktu o sporne terytoria. Dodatkowo spór podsycała animozja pomiędzy przedstawicielami rodu Wazów: królem Zygmuntem i ambitnym księciem Karolem, który dążył do całkowitego przejęcia władzy. Temu drugiemu sprzyjał fakt nieobecności króla na stałe rezydującego w Rzeczypospolitej. Dodatkowym czynnikiem był konflikt wyznaniowy pomiędzy dominującymi w Szwecji protestantami, a królem Zygmuntem który wychowany był na żarliwego katolika i wstępując na tron jako polski monarcha zobowiązany był de facto do reprezentowania interesów przede wszystkim katolickich, chodź wbrew czarnej legendzie był to władca bardzo tolerancyjny.


Najważniejszą przyczyną były jednak odmienne cele geostrategiczne skalistej i ubogiej Szwecji, silnie rozbudowującej flotę wojenną i handlową, liczącej na poszerzenie wpływów z handlu, ceł i dominacji nad Morzem Bałtyckim. Bogata Rzeczpospolita nie zamierzała dzielić się swoimi morskimi profitami z handlu, jednak nie wykazywała w polityce morskiej równej determinacji ogniskując swoje wpływy i główne cele strategiczne raczej na kontynentalnym wschodzie.
Po inkorporacji Estonii wierne Zygmuntowi, choć nieliczne oddziały przejęły kontrolę nad najważniejszymi ośrodkami. Większość sił Rzeczypospolitej operowało wówczas na innych terenach wojennych. Szwedzi korzystając z okazji postanowili zaatakować, sprawniej mobilizując główne siły i już jesienią 1599 r. przejęli inicjatywę opanowując Narwę i wypierając królewskie załogi z Estonii. W sierpniu 1600 roku wylądowała silna armia szwedzka licząca 10 000 żołnierzy i przystąpiła do działań na pełną skalę, zajmując niemal z marszu wiele słabo bronionych Inflanckich miast i zamków. Wojska Rzeczypospolitej rozproszone w innych rejonach, prowadzące równocześnie kampanię w Mołdawii początkowo nie były w stanie przeprowadzić skutecznej kontrakcji.

 
Skromnymi siłami litewskimi w Inflantach dowodził hetman wielki litewski Krzysztof Radziwiłł, zwany „Piorunem”, który pomimo przewagi przeciwnika w bitwie pod Kokenhausen w 1601 r. odniósł błyskotliwe zwycięstwo. Jednak z braku posiłków nie był w stanie przekuć go w sukces strategiczny i odbić utraconych twierdz. W bitwie tej wykazał się talentem dowódczym również hetman polny litewski Jan Karol Chodkiewicz, dowodzący husarią.


Niedługo potem Krzysztof Radziwiłł przekazał komendę nad wojskami litewskimi hetmanowi wielkiemu koronnemu kanclerzowi Janowi Zamoyskiemu, który przybył do Inflant z głównymi siłami. Pomimo wielu zwycięstw odniesionych przez Zamoyskiego, które doprowadziły do zdobycia kontroli nad prawie całymi Inflantami, sukcesy te zostały zmarnowane, kiedy siły polsko-litewskie stopniały z około 15 000 ludzi do zaledwie 3 000. Przyczyną tego stanu były choroby i dezercja, a szczególnie z powodu niewypłacanego żołdu. Opozycja wewnętrzna w Rzeczypospolitej torpedowała finansowanie wojsk zaciężnych.

 
W wyniku krytyki swoich politycznych przeciwników hetman wielki koronny oddał komendę nad wojskiem w Inflantach w ręce Jana Karola Chodkiewicza. Ten obiecujący dowódca wykazał swoje talenty, m.in. w walkach ze zbuntowanymi Kozakami oraz z Mołdawianami, a w swoich szeregach miał zdolnych i doświadczonych rotmistrzów.


27 września 1605 roku jeszcze niekoronowany król Szwecji Karol Sudermański stanął naprzeciw wojsk hetmana Jana Karola Chodkiewicza. Przewaga liczebna Szwedów była trzykrotna. Uzurpator szwedzkiej korony dysponował armią liczącą ok. 10 800 żołnierzy, podczas gdy Chodkiewicz miał zaledwie około 3 600 wojska (w tym około 1 600 husarzy).


W armii szwedzkiej znaczną część piechoty i jazdy stanowili najemnicy zachodnioeuropejscy w tym doświadczona kadra oficerska i podoficerska. W szeregach znajdowali się żołnierze wywodzący się z wojsk, które stosowały zachodnią taktykę wojenną. Szwedzi dysponowali przewagą w artylerii ok. 2/3:1, posiadali porównywalną liczebnie do litewskiej jazdę i bardzo liczną piechotę podzieloną na muszkieterów zapewniających siłę ognia oraz pikinierów chroniących przed szarżami jazdy, a także prowadzących walkę z piechotą przeciwnika za pomocą długich 4-metrowych pik. Pikinierzy wraz z muszkieterami ustawiali się w czworoboki, które przypominały najeżone lufami muszkietów i grotami pik ruchome jeże. Takie formacje stosowane na zachodzie Europy uważano za niemożliwe do rozbicia przez szarżującą jazdę.

 
Naprzeciw siebie mieli armię zupełnie innego typu, której taktyka i wyszkolenie kształtowały doświadczenia wojenne zdobywane na nowożytnym polu walki przez cały XVI w. Staropolska sztuka wojenna dostosowana do realiów przełomu XVI i XVII w. poprzez reformy króla Stefana Batorego. po raz kolejny miała wykazać swoją skuteczność.

 
Armia Chodkiewicza posiadała mniej liczną artylerię i zaledwie ok. 1 000 piechurów w stosunku do 7 800 piechoty przeciwnika. Hajducy wzorem węgierskim w swoich szeregach posiadali niemal samych strzelców, rezygnując całkowicie z pikinierów co dawało tym oddziałom znacznie większe nasycenie siłą ognia. Do osłony własnej piechoty służyła natomiast jazda. Uzbrojona w półzbroje, szyszaki i długie na ponad 5 m kopie husaria sprawdzała się zarówno w walce z jazdą przeciwnika jak i z piechotą. Poza przełamującymi szarżami na kopie i broń białą była w stanie również prowadzić ogień za pomocą krótkiej broni palnej. Można więc uznać husarię za formację niezwykle elastyczną. Dobre uzbrojenie i wyszkolenia czynił z niej zaś jednostkę elitarną. Wsparcie ogniowe w oddziałach konnych zapewniała z kolei dobrze uzbrojona rajtaria, czy też arkebuzeria oraz jazda kozacka lekka jazda wykazywała się dodatkową zwrotnością i szybkością działania.

 
Aby doprowadzić do bitwy hetman Chodkiewicz umyślnie rozpowszechnił wieść o rozpuszczeniu do domów blisko połowy swoich sił, które rzeczywiście odmówiły dalszego udziału w kampanii z powodu niewypłacenia żołdu. W ten sposób, ufający w swój spryt litewski wódz, jednocześnie pozbywał się najmniej wartościowej i najsłabiej zmotywowanej części wojska, jednocześnie zyskując przeświadczenie przeciwnika o swojej pozornej słabości. Dowódcy szwedzcy mając w pamięci niedawne klęski pod Kokenhausen czy Białym Kamieniem prowadzili bowiem kunktatorską taktykę, unikając bezpośredniego starcia w otwartym polu, działając jedynie w oparciu o fortyfikacje. Karol Sudermański ośmielony informacjami z litewskiego obozu odstąpił od blokady Rygi i skierował swoje przeważające liczebnie siły wprost na Chodkiewicza.

 
Szwedzi zajęli dogodną pozycję na lekkim wzniesieniu ułatwiającym ostrzał i utrudniającym przeciwnikowi szarżę kawalerii. Ze względu na swoją liczebność armia została podzielona na 3 rzuty i oczekiwała ataku przeciwnika. Kluczowym momentem bitwy stało się wywabienie Szwedów z dogodnej pozycji. Chodkiewicz przez kilka godzin prowokował przeciwnika do ataku, wysyłając liczne podjazdy harcowników, jednak bezskutecznie. Wreszcie zastosował manewr pozorowanego odwrotu, wykorzystując taktykę dobrze znaną wojskom stepowym (przed kampanią w Inflantach walczył na Ukrainie oraz w Mołdawii). Książę Karol nie chcąc, aby przeciwnik mu umknął rozkazał generalne natarcie. Wtedy wojsko szwedzkie zaczęło opuszczać dogodną taktycznie pozycję na wzgórzu, a jego artyleria utraciła możliwość skutecznego rażenia przeciwnika.

 
Wówczas rozpoczęło się właściwe starcie. Front armii szwedzkiej znalazł się w zasięgu ognia litewskiej artylerii i piechoty. W centrum rozgorzała walka ogniowa pomiędzy pieszymi oddziałami, a na skrzydłach litewska jazda starła się ze szwedzką. Impet jazdy Chodkiewicza zaskoczył nieprzyzwyczajone do tego rodzaju walki jednostki rajtarii, które zaczęły powoli ustępować. Przełamane rozpoczęły paniczny odwrót wpadając i mieszając szyki kolejnych nadciągających rzutów wojska szwedzkiego. Wówczas część chorągwi husarskich zaprzestało pościgu i zwróciło się przeciwko szwedzkiej piechocie wspomagając wysiłek słabnącego centrum. Jazda Rzeczypospolitej atakowała falami. Kolejne chorągwie następowały po sobie, utrzymując impet uderzenia nawet wtedy, gdy pierwszy rzut ponosił straty od ognia przeciwnika.


Muszkiety miały stosunkowo krótki skuteczny zasięg. Proces przeładowania był powolny, dlatego stosowano kontrmarsz, aby doprowadzić do jak największej ilości salw. W praktyce piechota często mogła oddać zaledwie jedną lub dwie palby do nacierającej jazdy, aby pikinierzy mieli czas zająć pozycję do obrony w pierwszych rzędach czworoboku. Husaria minimalizowała straty od ognia muszkietowego atakując w szyku luźnym, łącząc się w zwartą linię natarcia na krótko przed uderzeniem. W momencie uderzenia znacznie dłuższe kopie husarskie dosięgały piechoty przed znalezieniem się w zasięgu ich pik. Po skruszeniu kopii ustępowano miejsca kolejnej nacierającej chorągwi husarskiej i powracano do własnego obozu w celu pobrania nowych drzewców. Jeżeli po kilkukrotnej szarży udawało się przełamać formację przeciwnika kontynuowano natarcie na broń białą i palną.

 
W rezultacie nawet duże formacje pikinierów nie zawsze były w stanie zatrzymać dobrze przeprowadzoną szarżę. Pod Kircholmem stało się to w sposób spektakularny. Kolejne linie piechoty szwedzkiej zostały rozbite, a bitwa szybko przekształciła się w masakrę, kiedy to kolejny rzut rajtarii, wysłanych przez Sudermańskiego jako wsparcie, także został zmuszony do odwrotu, a do akcji włączyły się odwody Chodkiewicza. Sam król szwedzki otarł się o śmierć, kiedy stracił konia i w ostatniej chwili uciekł z pola bitwy.

 

Skala strat była wręcz niewiarygodna. Według źródeł związanych z grzebaniem poległych (czym zajęła się ludność uwolnionej ze szwedzkiego oblężenia Rygi) armia Karola IX mogła utracić ponad 80% swojego stanu osobowego. Piechota została niemal unicestwiona, a wielu żołnierzy zginęło podczas ucieczki ku Dźwinie. Straty wojsk Chodkiewicza wyniosły około 100 zabitych. Choć straty litewskie wydają się niewielkie, należy w tym miejscu zaznaczyć, że strata wielu drogich koni spowolniła dalsze ruchy wojsk Chodkiewicza i osłabiła jego wartość bojową w dalszym toku kampanii w Inflantach.


Przez wiele lat w historiografii zachodniej utrzymywało się przekonanie, że klęska Szwedów była skutkiem niedostatecznego wyszkolenia wojsk i nieznajomości polskiej taktyki bazującej na przełamujących, ponawianych szarżach jazdy. Takie wyjaśnienie pozwalało zachować popularny pogląd, że dobrze wyszkolona piechota uzbrojona w piki poradziłaby sobie z szarżami jazdy. I owszem, była ona skuteczna względem zachodnioeuropejskich kirasjerów lub rajtarów, których podstawową taktyką był pojedynek ogniowy z przeciwnikiem za pomocą broni krótkiej, tzw. karakol, a do szarż na broń białą dochodziło jedynie w starciu z wrogą jazdą lub rozbitą już piechotą


Tego rodzaju podejście skutkowało jednak rozbiciem formacji w starciu z polsko-litewską husarią. Połączenie mobilności, rozpoznania, manewru i siły uderzeniowej kopijniczej jazdy przełamującej przy jednoczesnym wsparciu chorągwi lekkich oraz piechoty i artylerii dawało rezultaty, których zachodni obserwatorzy często nie potrafili wyjaśnić w ramach własnych teorii wojskowych.

 

Bitwa pod Kircholmem rozsławiła siłę wojska Rzeczypospolitej oraz samego Chodkiewicza nie tylko w Europie, ale również w całym Imperium Osmańskich, gratulacje przesyłano nawet z Persji. Kircholm był czymś więcej niż tylko wielkim zwycięstwem. Stanowił dowód, że w początkach XVII wieku wojskowość Rzeczypospolitej opartej na sile jazdy nie była „zacofanym” reliktem średniowiecza, lecz niezwykle skutecznym systemem walki, zdolnym pokonywać armie oparte na najnowocześniejszych zachodnioeuropejskich wzorcach.

 

Tekst opracowali: Jacek Zegarłowicz, Tomasz Szumański

Obraz olejny "Chodkiewicz pod Kircholmem" Sygnowany p.d.: J.Suchodolski 1858
Litografia: "Karol Chodkiewicz pod Kircholmem"
Szabla husarska z pochwą z datą 1608 r i herbem Śreniawa

Udostępnij:

Facebook