Zamach na króla Zygmunta III Wazę.

Tradycji polskiej obce były próby zabójstwa koronowanych głów. Dlatego zamach na króla Zygmunta III Wazę dokonany w listopadzie 1620 r. przez Michała Piekarskiego był wydarzeniem bezprecedensowym  i wzbudził oburzenie całego społeczeństwa. Do zamachu doszło o godzinie dziewiątej, gdy monarcha wraz z orszakiem udawał się na poranne nabożeństwo. Świta królewska zmuszona była przejść z Zamku Królewskiego do kolegiaty św. Jana na ul. Świętojańskiej otwartym gankiem, który łączył rezydencję królewską z kościołem. Moment ten wykorzystał Piekarski dobywając czekana i wymierzając dwa ciosy Zygmuntowi III. Rannego w policzek i ramię monarchę momentalnie zasłonił swoim ciałem marszałek nadworny Łukasz Opaliński. Jako jeden z pierwszych zamachowca dopadł królewicz Władysław, który ranił go szablą.  W tym samym momencie dworzanie rzucili się na Piekarskiego, próbując unieruchomić go i  odebrać  broń. Obezwładniony szlachcic został związany i wyprowadzony przez straż królewską. Rozpoczęto przesłuchanie z użyciem tortur. Wówczas to powstało powiedzenie „pleść jak Piekarski na mękach”, odnoszące się do niestworzonych historii opowiadanych przez torturowanego. Jaki był powód zamachu? Michał Piekarski w młodzieńczym wieku uległ wypadkowi przez co stał się agresywny i nie był w stanie panować nad swoim gniewem. Rodzina ubezwłasnowolniła go, przejmując kontrolę i zarząd nad jego majątkiem. Właśnie za poparcie ubezwłasnowolnienia i wyznaczenia kurateli Piekarski zaprzysiągł zemstę królowi. Czyn Michała Piekarskiego został uznany jako obraza majestatu dlatego jego sprawą zajął się sąd sejmowy. Wydano wyrok śmierci, który został niezwłocznie wykonany.  Publicznie odcięto rękę, którą śmiał podnieść na majestat królewski, a następnie rozerwano go czteroma końmi. Ciało zostało spalone, nabite do armat i wystrzelone, aby nie pozostał ślad po zamachowcu. Po zamachu  wybudowano łącznik pomiędzy zamkiem a kolegiatą, który istnieje do dnia dzisiejszego.

Skip to content